niedziela, 24 lipca 2011

Dzień Czwarty - 24.07.2011

Mimo, że znamy się już pięć lat nie możemy się nagadać i kładziemy spać dopiero przed świtem. Wakacje!
Rano budzi nas Anhela i wpadające do pokoju słońce. Anhela ma pewnie z 145 cm wzrostu, szybko mówi po katalońsku i cudownie gestykuluje. Sprząta dom Barrego ale jest też dobrym duchem tego miejsca. Wczoraj zawiozła Masiotki do domowej knajpki wyżej w górach a dziś odwiedziła nas dwa razy przynosząc gazetkę Aldiego i tłumacząc po katalońsku gdzie można kupić tanie ciuchy, świeże ryby i wino. Cudownie jest w naszej chatce Casa Piedra. Asia nazywa to view for milion dollars. Jedyne, co nas zaskoczyło to pogoda-rano jest naprawdę zimno, ale koło południa wreszcie wychodzi słońce. Raj na ziemi! Chata otoczona jest cytrynowi drzewkami, migdałowcami, oliwkami i kwitnącymi agawami. Cudowne chill out areas, mały basen,z którego nie wychodzą dzieci. Wbudowany grill,na którym Zdzisiu przyrządza nam kolację. Nie dziwię się Barremu, że kupił ten dom bez wiedzy żony-
„Tak naprawdę nie dzieje się nic i nie zdarzy się nic, aż do końca…”A przynajmniej aż do jutra-

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz