Nasz główny cel na dzień dzisiejszy to wyprawa na rynek. Planujemy wybrać się tam od rana, ale w praktyce okazuje się, że jesteśmy tam tuż przed sjestą, koło południa.
Rynek mieści się w El Vendrell-największej miejscowości tego regionu- wraz z sąsiadującym ośrodkiem turystycznym Coma Ruga zamieszkuje go raptem około 30tyś. mieszkańców. Samo miasteczko nie wyróżnia się niczym szczególnym-prowincjonalna mieścina z niewielką la ramblą- deptakiem pełnym kawiarenek. Rynek nazywa się Mercado Multicipal i zajmuje niewielką, zadaszoną przestrzeń. Stoisko z rybami obsługuje miły Katalończyk znający angielski, więc dowiadujemy się dokładnie,jakie ryby uważane są za najlepsze, jaki rodzaj krewetek kupić i jak ugotować mule. Nabywamy dwie duże merluzy ( morszczuki atlantyckie) i świeże kerwetki królewskie. Do tego regionalne sery, owoce i warzywa. Największe zakupy robimy w miejscowej „bodedze”, gdzie na karnistry miła Katalonka sprzedaje świeże ( jak się później okazuje zdradzieckie), młode wino w cenie 1-1.5 EUR za litr. Ceny w sklepach są bardzo zbliżone do cen w Polsce, czego nie można niestety powiedzieć o cenach usług- w restauracjach jest dwa razy drożej niż u nas.
Poczyniłam też inną refleksję- ta część Hiszpanii naprawdę nie jest ładna- nie ma tu zapierających dech widoków typowych dla Bałkanów, a jest przecież dużo dalej. Nie dziwię się Polakom, że szturmują wybrzeże Chorwacji czy Czarnogóry- bliżej, piękniej, taniej i bardziej swojsko. Jedynym wyjątkiem jest widok z naszej Casa Piedra-ten zapiera dech w piersiach. Siedząc na tarasie trudno nam uwierzyć, że przez tydzień to wszystko tak jakby należy tylko do nas-:) To najładniejsze miejsce w tym regionie.
Wieczorem prawdziwa impreza na basenie-:)
„Młode wino spijaj ostrożnie, w młodym winie czai się zdrada..()”, jak śpiewa Martyna Jakubowicz.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz