Wyruszamy z Poznania o 6.00 rano-choć nasze ambitne plany zakładały, że o 5.00 będziemy już mknąć autostradą w kierunku Nowego Tomyśla.O 9.00 przekraczamy granicę i opuszczamy tonącą w deszczu Polskę. Brr..
W Niemczech na szczęście przejaśnia się a my bez przeszkód jedziemy zgodnie z wyznaczonym przez GPS planem- Norymberga, Karlsruhe... Zdzisie decydują się jechać przez Szwajcarię ( winieta 34 EUR), chcą po drodze zahaczyć o Berno, a my za Bazyleą odbijamy w kierunku Mulhouse i o 18.00 przekraczamy granicę niemiecko-francuską.
Mkniemy pustawą ( i słono płatną) autostradą A7 w kierunku Lyonu, przejeżdżając przez centrum regionu zwanego Franche -Comte, czyli mówiąc po naszemu "wiejską" Francją.
Szkoda, że nie mamy czasu by zjechać z autostrady i zakosztować uroków dzikiej przyrody, z której słyną te okolice.Region naprawdę robi wrażenie-nawet z okien auta. Lasy, zielone pagórkowate pola i charakterystyczne białe krowy ( rasy Charolais) pasące się na łagodnych wzgórzach.Szkoda, że zabrakło czasy by wjechać do Bensancon...GPS zmienia zdanie i prowadzi nas dołem Burgundii ( inaczej niż plan wyznaczony przez viamichelin.com). Widzimy reklamy i zjazd do Cluney-słynnego Opactwa Benedyktyńskiego z Xw., o którym uczyła się ostatnio na historii Zosia.
Lyon-stolicę regionu i drugie co do wielkości miasto Francji mijamy już nocą.Malowniczo położony w dolinie Rodanu, ładnie oświetlony...Jest prawie 23.00, jesteśmy już 17 godzin w podróży i śpieszy nam się do Valence. 10 km od Valence, w małej miejscowości Alixan,Michał 2 godziny przed zarezerwował nam nocleg via bookin.com. Hotelik Alpes Provence okazuje się dość obskurną norą dla tirowców,ale czego można było się spodziewać za 55 EUR dla 4 osób-:)
Jest nawet czysto, tylko dość głośno-;( Ale jest internet i mogę wrzucić ten pierwszy wpis na bloga-:)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz