niedziela, 24 lipca 2011

Dzień Trzeci - 23.07.2011

O 9.00 opuszczamy hotel i metrem-tą dziwną prywatną linią L7 docieramy na Placa de Catalunya. Robimy sobie przyjemny spacer La Rambla- relatywnie pustą ze względu na wczesną porę. Nie wszystkie stoiska z ptakami i kwiatami są otwarte, ale i tak zachwycone dzieciaki biegają od królików do chomików, papug i malutkich kurczaczków. Zastanawiam się, czy faktycznie ludzie kupują tam te zwierzęta..? Niezbyt to humanitarne niestety-małe klatki i ten upał- O tej porze nie ma jeszcze za wiele mimów-ale Ci, którzy już są stanowią nielada atrakcję dla dzieci. Docieramy aż do portu, gdzie obserwujemy wypływające żagłowki-most otwierany jest o pełnych godzinach.
Wracamy nieśpiesznie dzielnicą Barri Gotic, która jest chyba najcudowniejszą częścią Barcelony. Wąskie, stare uliczki, małe sklepiki i klimatyczne knajpki-w jednej zatrzymujemy się na dłuższą chwilę i kosztujemy tortilla de patata- jednego z moich ulubionych hiszpańskich dań.
Nie ma upału więc spaceruje się cudownie..ale mamy napięty plan na dzisiejszy dzień. Wcześniej kupiliśmy bilety na jeden z turystycznych autobusów ( dorosły 17 EUR, dziecko 14 EUR) – to najlepszy sposób na szybkie zwiedzenie miasta- Barcelona w pigułce. Autobus zatrzymuje się przy większości atrakcji –można dowolnie wsiadać i wysiadać, zmieniając trasy. W całości objeżdżamy trasę czerwoną-przewodnik na słuchawkach np. w języku angielskim doskonale przedstawia mijane zabytki.
Wysiadamy niedaleko Arc de Triomf, by zjeść lunch w poleconej przez Anetkę rybnej restauracji La Paradeta. To specyficzna sieć restauracji z owocami morza, które wybiera się z lady jak w markecie ( część z nich jeszcze żywa) i za parę minut odbiera przygotowane Mamy problem żeby tam trafić- restauracja mieści się na tyłach starego marcato. Finalnie nie udaje nam się tam zjeść-restauracja jest przepełniona a kolejka do kasy na dobre 30minut stania- nie dalibyśmy rady-;( Restauracje otwarte są w porze lunchu w godzinach 13.00-16.00 a później dopiero od 21.00. Jesteśmy przekonani, że chcemy tam wrócić-i tak planujemy wycieczkę do Sitges a tam też jest La Paradeta.. Dzielnica w obrębie Arc de Triomf zachwyca nas- nie ma tam w ogóle turystów a są piękne kamienice, zielone ogrody, małe knajpki. Jemy lunch w typowo lokalnym barze specjalizującym się w pallea. Niestety coś nie doczytałam i zamiast ryżu podają nam pallea z makaronem- Do tego merluza-popularny tu i pyszny morszczuk i kalmary.
Przesiadamy się na niebieską linię by zobaczyć La Sagrada Familia- nigdy nieukończone, najsławniejsze dzieło Gaudiego. Robi niezmiennie niesamowite wrażenie. Zuza jest niepocieszona, że nie decydujemy się wejść do środka- kolejka po bilety pewnie na godzinę stania a my naprawdę nie mamy czasu- Nasze auta zostały na podziemnym hotelowym parkingu i już dawno przekroczyliśmy dozwolony czas. Więcej czasu spędzamy w bajkowym Park Guell- chyba najbardziej niesamowitym miejscu Barcelony. Podziwiamy wyobraźnię Gaudiego-wielość kształtów, barw, niesamowitych kolorów i detali. Niestety park zwiedzają tłumy ludzi-ach żeby przyjechać tam o świcie…może następnym razem.
Około 18.00 kończymy zwiedzanie Barcelony-zafascynowani, odurzeni klimatem tego miasta. Choć część mnie ciągle pamięta klimat panujący w Porto- ale Porto w porównaniu do Barcelony to większa wieś no i byliśmy tam w lutym a nie w szczycie sezonu turystycznego
Zdzisie jadą na zakupy a my zaczynamy poszukiwania stomatologa-Zuzię od wczoraj potwornie boli ząb. Gdy wreszcie udaje nam się zlokalizować czynną klinikę, okazuje się że pan dentysta specjalizuje się w wyrywaniu zębów i mimo moich natarczywych próśb nie chce rozwiercić Zuzi mleczaka. Na szczęście mamy ze sobą panią doktor Asię- choć bez sprzętu i tak stanowi dużo większą wartość niż stomatolog specjalizujący się w ekstrakcjach-
Tuż przed zmierzchem dojeżdżamy do Casa Piedra-naszej wynajętej od Barrego hacjendy, gdzie czeka już Asia, Radzio i Kuba. To gdzieś na końcu świata, wysoko w górach. Cudowne miejsce, gdzie wieje słynny wiatr , który od wieków inspirował artystów-stąd ponoć wzięła się część wczesnych prac Picassa….Ale jest zimno, brr, jak w Polsce-

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz