piątek, 29 lipca 2011

Dzień ósmy - 28.07.2011

Po śniadaniu pakujemy się na wcześniej zaplanowaną wycieczkę do Sitges.

Sitges to chyba najpopularniejszy kurort w okolicach Barcelony ( 35 km od
Barcelony i tyle samo od naszej Casa Piedra), odwiedzany głównie przez miejscowych i zamiejscowych gejów. Czytałam o nim na forach internetowych a poza tym w chacie u Barrego wisi kilka klimatycznych fotografii z tego miejsca.
Plan jest taki, żeby dzień spędzić na jednej z niewielkich plaż tej części wybrzeża-Costa del Garraf a wieczorem zwiedzić samo Sitges.
Znajdujemy naturalną, otoczoną skałkami niewielką plażę na przedmieściach Sitges i spędzamy uroczy dzień. Woda jest krystalicznie lazurowa, bez problemu widać cudowny biały piaseczek na dnie i białe-upodobniające się kolorem do dna-ryby. Dzieci zachwycone wypożyczeniem przedziwnego roweru wodnego-z wbudowaną zjeżdżalnią. Wypływają w morze i słychać tylko ich piski.
Spotykamy przedziwną, kolorową kobietę z Senegalu i dość spontanicznie decydujemy się na zrobienie warkoczyków- w przypadku dziewczynek to nic bardzo dziwnego, ale na fryzurę afro decyduję się również ja-:) To moje pierwsze warkoczyki w życiu!

Do rybnej restauracji La Paradeta ( Sitges, Carrer Sant Pere) docieramy tuż po jej otwarciu ( restauracja czynna jest tylko w godzinach 20.00-23.30) Dobrze, bo już po godzinie nie idzie do niej wejść. To nie jest lokal dla przeciętnego turysty, za to bardzo popularny wśród miejscowych. Z lady jak w markecie wybieramy surowe ryby ( tuńczyk i tutejszy specjał –rape –żabnica), wielkie krewetki, kalmary, sepię. Zdzisiu szaleje zamawiając małe ośmiorczniki i przedziwne robaki- wyglądają trochę jak spaghetti. Po kilkunastu minutach z okienka jak na stołówce podają nam te specjały-już ugrillowane, usmażone, polane specjalną salsą ( oliwa z czosnkiem i pietruszką).Jedzenie jest wyśmienite ale ilość, którą zamówilismy oczywiście nas przerasta. Koszt wizyty w takiej restauracji na moją rodzine to ok.60EUR-biorąc pod uwagę ilość i jakość i tutejsze ceny-nie jest do dużo ( z butelką wina, napojami i sałatą). Było warto!

Włóczymy się do późna po tym przedziwnym, pięknie oświetlonym miasteczku. Biała architektura, wąskie uliczki starówki i monumentalny XVII-wieczny kościółek, który jest ikoną Sitges. Czuć w powietrzu artystyczną atmosferę i niespotykaną tolerancję- to centrum turystyki gejowskiej przyciąga również rodziny z dziećmi, jak nas-:)

Wracamy w nasze góry już po północy, zmęczeni ale szczęśliwi.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz