Rano postanawiamy wybrać się na plażę. Nasza Casa Piedra leży w obrębie Can Gordei, około 12 km od wybrzeża Costa Daurada. Najbliżej mamy na plażę w okolice El Vendrell-Coma Ruga. W przewodniku wyczytujemy jednak, że kawałek dalej znajduje się niewielka, urokliwa plaża Platja de Creixell. Faktycznie plaża jest cudowna, otoczona mini rezerwatem naturalnych wydm, zupełnie pusta. Woda w morzu krystaliczna i bardzo ciepła. Na dole jest znacznie cieplej, niż u nas na wzgórzach, plażujemy więc jak na prawdziwych wakcjach. Błogo!
Późnym popołudniem postanawiamy odwiedzić Tarragonę, od której z plaży dzieli nas raptem 20 minut drogi.
To zabytkowe miasteczko jest faktyczną stolicą Costa Daurada. Zamieszkuje go 150 tyś, osób ale panuje w nim iście prowincjonalna atmosfera. Parę godzin spacerujemy po klimatycznych, wąskich uliczkach, podziwiając cudownie zachowane pozostałości po rzymskim mieście Tarraco, założonym w 3 wieku p.n.e. Genialna Starówka ( La Part Alta), z Katedrą i pozostałościami po Amfiteatrze. Spędzamy cudownych kilka godzin a ja wreszcie czuję się zaspokojona- moja tęskonta za taką estetyką ( ach te Porto!)
W Tarragonie nie ma zbyt wielu turystów, co powoduje ze czuję się tam znacznie lepiej, niż w Barcelonie, choć oczywiście trudno jest w prosty sposób porównać te dwa miasta.
Dzisiejszy wieczór na naszych wzgórzach Casa Piedra jest wyjątkowo ciepły- nie wieje ten charakterystyczny, zimny górski wiatr, pod wpływem, którego tworzyli artyści. Biesiadujemy więc długo w nocy, patrząc na naszą kwitnącą, fluoroscencyjną agawę.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz