Od rana znowu psuje się pogoda-ciężkie chmury wiszą nad naszymi górami, pada a temperatura spada do ok.20 stopni. Siedzimy w kuchni i sączymy Cava- tutejsze musujące wino, zwane „katalońskim szampanem”.Przepis wyrobu wina jest bardzo podobny do francuskiego szampana-druga fermentacja ma miejsce już w butelce. Choć kupiliśmy „brut nature”, nie jesteśmy jednak specjalnie zachwyceni-wybraliśmy zbyt wytrawną wersję.
Dziś ostatni dzień tutaj, łezka w oku się kręci. Aż trudno uwierzyć, że już jutro będą tu inni turyści a my gdzieś daleko, w Andorze albo jeszcze dalej...
Zgodnie stwierdzamy, że w chacie Barrego brakuje jedynie dwóch rzeczy-wi fi i zmywarki do naczyń. Cała reszta bez zastrzeżeń. Dom, choć prosty, jest dopracowany w każdym deatalu. Czuć troskę i rękę właścicieli- urządzali go dla siebie, nie dla turystów.
Wpada Antonio i przynosi nam kosz śliwek i małych, słodkich gruszek-to miły gest z jego strony. Naprawdę żal wyjeżdżać...
Póki co czeka nas jeszcze pożegnalna kolacja w El Castell-restauracji, w której na 20.00 zamówiła dla nas Paella de mariscos, Anghela.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz